12 maja 1689 roku Wołów niemal przestał istnieć. Wystarczyła chwila nieuwagi, niewielki piecyk i beczułka prochu, by ogień strawił prawie całe miasto. Spłonęły domy, szkoły, kościół parafialny i ratusz. Trzy lata później Wołów był już w trakcie wielkiej odbudowy. O tamtym okresie przypomina data 1692, widoczna przy kartuszu herbowym nad głównym wejściem do ratusza. Jest tam także znak Piastów Śląskich, dynastii, której panowanie zakończyło się kilkanaście lat przed katastrofą.

Pożar, który zaczął się na rynku

Był 12 maja 1689 roku. Przy południowej pierzei wołowskiego rynku, naprzeciwko ratusza, znajdował się dom należący do introligatora Paula Severina Schuberta. Jego żona wystawiła w podcieniach niewielki stragan z wyrobami pasmanteryjnymi. Ponieważ dzień był chłodny, przyniosła przenośny piecyk, by ogrzać miejsce sprzedaży. To, co wydarzyło się później, dziewiętnastowieczni kronikarze opisali jako początek jednej z największych katastrof w historii Wołowa.

Żar z piecyka dostał się do stojącej nieopodal beczułki z prochem. Nastąpiła eksplozja, a płomienie błyskawicznie rozprzestrzeniły się na sąsiednią zabudowę. Pożaru nie udało się opanować. Jak przypomina historyk Leszek Ziątkowski w monografii Wołowa, spośród miejskich domostw ocalało zaledwie około dwudziestu, i to należących do najuboższych mieszkańców. W ruinę obróciły się ratusz, kościół parafialny, szkoły i niemal wszystkie kamienice.

Był to trzeci z wielkich pożarów, które w ciągu niespełna dwóch i pół stulecia niemal doszczętnie niszczyły Wołów. W 1465 roku przetrwało jedynie piętnaście domostw, a w 1498 roku miasto spłonęło całkowicie. Katastrofa z 1689 roku okazała się jednak szczególnie dotkliwa.

Odbudować miasto w cztery lata

Władze nie zamierzały pozostawić Wołowa w ruinie. Już 13 lipca 1689 roku, zaledwie dwa miesiące po pożarze, starosta Johann Ludwig von Nostitz wydał szczegółowe zarządzenie dotyczące odbudowy. Mieszkańcy mieli odbudować swoje domy w ciągu trzech do czterech lat. Nie pozostawiono im przy tym pełnej dowolności. Nowe budynki musiały powstawać w równej linii zabudowy. Zakazano krycia dachów łatwopalną strzechą. Drzwi miały mieć podobne rozmiary, a okna otrzymywać kamienne zwieńczenia. Władze chciały nie tylko odbudować Wołów, ale także ograniczyć ryzyko kolejnego pożaru i uporządkować wygląd miasta.

By mieszkańców zachęcić do przestrzegania nowych zasad, przewidziano konkretne korzyści finansowe. Za wzniesienie drewnianego domu można było otrzymać 22 talary śląskie, natomiast za budowę domu murowanego – 30 talarów. Była także nagroda szczególnie atrakcyjna dla ówczesnych mieszczan: prawo jednorazowego warzenia piwa. Uzyskany w ten sposób trunek można było następnie sprzedać, osiągając dodatkowy dochód. Pogorzelcom zezwolono również na pozyskiwanie drewna z lasów podlegających administracji książęcej i miejskiej. Odbudowę wsparł sejmik śląski, przyznając mieszkańcom ulgi podatkowe.

Dzięki tym działaniom Wołów stosunkowo szybko odzyskał zabudowę. Z rynku zaczęły znikać prowizoryczne budy i stragany, a drewniane fasady domów coraz częściej zastępowano murowanymi. Pożar, choć tragiczny, przyniósł zatem również zasadniczą zmianę wyglądu miasta.

Dlaczego nad wejściem widnieje rok 1692?

W tym miejscu warto wrócić do wołowskiego ratusza. Jego początki sięgają XIV wieku, natomiast murowaną postać budowla uzyskała podczas przebudowy w drugiej połowie XV stulecia. Ratusz był centrum miejskiej administracji. Tu obradowali burmistrz i rajcowie, przechowywano dokumenty, wykonywano zadania urzędowe i sprawowano sądy. Wielki pożar z 1689 roku zniszczył również ten najważniejszy gmach publiczny miasta. Nad głównym wejściem, do którego prowadzą reprezentacyjne schody, znajduje się barokowy portal z kartuszem heraldycznym. W opisach zabytku pojawia się przy nim data 1692. Rok ten przypada na pierwszy etap odbudowy Wołowa po wielkiej katastrofie i koresponduje z terminem wyznaczonym mieszkańcom przez starostę von Nostitza.

Nie oznacza jednak, że właśnie wtedy ukończono wszystkie prace przy ratuszu. Jak wskazuje monografia, jego zasadnicze nowożytne przekształcenia trwały znacznie dłużej. Od odbudowy rozpoczętej po pożarze aż do XVIII wieku. Data 1692 pozostaje więc ważnym świadectwem epoki, w której Wołów odzyskiwał swoją zabudowę i miejskie instytucje.

Dlaczego obok daty znalazł się herb Piastów?

Jeszcze ciekawszy jest sam kartusz. Niemieckojęzyczne opisy zabytku identyfikują jego heraldykę ze śląskimi Piastami legnicko-brzesko-wołowskimi. To szczególnie interesujące w zestawieniu z datą 1692. Ostatni męski przedstawiciel śląskiej dynastii Piastów, książę Jerzy Wilhelm, zmarł bowiem 21 listopada 1675 roku. Miał zaledwie piętnaście lat. Po jego śmierci księstwa legnickie, brzeskie i wołowskie przeszły pod bezpośrednie panowanie Habsburgów jako królów Czech.

Kiedy więc Wołów odbudowywano po pożarze, miasto od kilkunastu lat nie miało już własnego księcia z dynastii Piastów. Dlaczego zatem w ratuszowej dekoracji pozostał ich znak? Nie znamy dokumentu, który pozwalałby jednoznacznie wyjaśnić zamiary fundatorów kartusza. Można jednak odczytywać jego obecność jako świadectwo trwałości miejscowej tradycji dynastycznej.

Zmiana panującego rodu nie oznaczała natychmiastowego usunięcia dawnych znaków z przestrzeni miasta. Heraldyka nadal przypominała o jego historycznej przynależności, prawach i dziedzictwie. Zestawienie piastowskiego kartusza z datą 1692 łączy więc dwa rozdziały wołowskiej historii: koniec wielowiekowego panowania książąt śląskich i odbudowę miasta już pod rządami Habsburgów.

Dokładne datowanie zachowanej dekoracji oraz zakres jej późniejszych przekształceń wymagają jeszcze analizy dokumentacji konserwatorskiej. Dlatego nie należy automatycznie uznawać całego dzisiejszego kartusza za niezmienione dzieło z 1692 roku.

Ratusz odbudowywano więcej niż raz

Na pożarze z XVII wieku nie skończyły się dramatyczne dzieje budynku. W 1945 roku, podczas działań wojennych, wołowski ratusz ponownie został poważnie zniszczony. Jego odbudowę przeprowadzono w latach 1958–1962, przywracając budowli historyczną formę. Dzisiejszy wygląd gmachu jest więc rezultatem wielu stuleci przebudów, zniszczeń i prac konserwatorskich. Mimo tych zmian ratusz pozostał jednym z najważniejszych symboli miejskiej tożsamości Wołowa.

Nad wejściem nadal odnajdujemy heraldyczne nawiązanie do Piastów oraz datę 1692; rok, który kieruje naszą uwagę ku odbudowie po największym pożarze nowożytnych dziejów miasta. Dziś niewielu przechodniów zatrzymuje się, by odczytać znaczenie tego detalu. A przecież za czterema cyframi kryje się dramat mieszkańców, zniszczenie niemal całego miasta i ogromny wysiłek jego odbudowy.

Publikacja powstała w ramach projektu „Piastowski Wołów – odkrywanie historii miejsca”, realizowanego przez Miejską i Gminną Bibliotekę Publiczną w Wołowie, dofinansowanego ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”.